30 września 2019

JESTEM MĘŻATKĄ!



19 sierpnia bieżącego roku zmieniłam swój stan cywilny. Jestem mężatką. Marcin jest moim mężem, ja Jego żoną. Jesteśmy mężem i żoną. Zrobiliśmy to w końcu! Zdecydowaliśmy się na ślub cywilny z przyjęciem dla najbliższych. Bez pompy, na naszych warunkach. Bez spojrzeń ciotek, które widzi się od święta. Tym samym był to NASZ dzień, a nie wszystkich krewnych. Jestem związana z kimś, kogo najszczerzej i najmocniej (zaraz za dziećmi) kocham.


W maju zdecydowaliśmy, że bierzemy ślub. Popchnęło nas do tego to, że moje zdrowie zaczęło szwankować. Marcin od - jak to podkreśla - początku naszego związku wiedział, że to JA będę Jego żoną. I tak zdecydowaliśmy, że będziemy się obrączkować jak najszybciej się da, a że termin 19 sierpnia w poniedziałek był wolny, to dlaczego nie?



Nigdy nie chcieliśmy ogromnego wesela. Jestem ogromną panikarą, stresuję się chyba na każdym kroku, więc wiedziałam, że takie przygotowania nie są dla mnie. Zresztą wolałabym wydać takie pieniądze na jakieś ekstremalne przeżycia! A tak na nasz ślub z przyjęciem wydaliśmy około 4 tysięcy złotych polskich. Da się? No pewnie, że tak! I wcale to nie umniejsza w samej otoczce hmmm małżeńskiej? ślubnej? jakiejś tam? Bo wiecie, nie wesele, nie ta cała otoczka jest wyznacznikiem miłość, nawet nie obrączka bo to w końcu tylko pierścionek, ale to co Was łączy i to, że to właśnie z tą osobą będziesz przeżywać każdy dzień w biedzie czy, a daj Wam Boże, bogactwie.




Nie miałam białej sukienki, zresztą nie znoszę białego koloru. Nie mamy graweru na obrączce, bo jedyne co nam przychodziło do głowy jako napis to "W KOŃCU". Nie było super sali, ale namiot ogrodowy na naszym podwórku. Nie było orkiestry, były rozmowy, śmiechy dzieci. Nie było pierwszego tańca, bo na dożynkach się wytańczyłam. Nie było kelnerów, bo byliśmy my - nowożeńcy i nasi świadkowie. Tak właśnie chcieliśmy i było super - przynajmniej dla nas.




A teraz? Teraz jestem panią Stasina, z tytanową obrączką na palcu, GPSem który nie odbiera, no nie działa. Żadnego kszy-kszy. REKLAMACJA! Przeżywamy każdy dzień tak samo jak przed całym tym zajściem. Ja czytając, on grając na konsoli. LUUUZ! Ale wiecie czego nigdy nie zapomnę? Naszego drugiego przyjęcia weselnego, który wyprawili nam nasi znajomi. Było to tak miłe, tak przyjemne, że mi odebrało mowę i chciałam kurna płakać!


Także, no. Musiałam o tym też tutaj napisać. Soreczka, że z takim opóźnieniem. Ale terminy to się mnie nie trzymają! Pozdrawiamy, Stasinki!

Znajdziesz nas na facebooku - koniecznie daj łapkę do góry, by być z nami na bieżąco,
instagramie - zobacz niepublikowane zdjęcia, kulisy naszej codzienności na instastory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Hej!
Każdy bloger lubi wiedzieć czy to co tworzy jest fajne, więc jeśli Ci się podoba dany tekst lub chcesz podyskutować, to rób to pod notką, bądź na fanpejdżu pod postem informującym o blogowych nowościach.
Będzie nam bardzo miło, Wercia aż uściska Cię wirtualnie :)
Pozdrawiamy i cieszę się, że jesteś! ;)

Copyright © 2016 Celuj w 19 , Blogger